Książka, dzięki której polubiłam czytać

Kiedyś nie lubiłam czytać. Kojarzyło mi się to z marnowaniem czasu i przysypianiem. Jako dziecko dosyć ruchliwe, nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, zatem poświęcenie się dla lektury to była prawdziwa katorga. Jednak pewnego dnia, będąc z mamą w księgarni (zdecydowanie średnio się tam czułam), ujrzałam okładkę książki. Widniała na niej rudowłosa dziewczynka o krystalicznej cerze z kilkoma piegami. Wyglądała adekwatnie do tytułu tej pozycji: Krucha jak lód.  Czasem mam przebłyski wiary w przeznaczenie i poczułam, że to jest właśnie to.

Wzięłam książkę bez wahania. Okazało się, że tak naprawdę przez cały czas czytałam nudne pozycje, które nie wciągnęły mnie do świata przedstawionego.

Przebrnęłam bacznie przez życie Willow (dziewczynki chorej na osteogenesis imperfecta – łamliwość kości). Wydaje mi się, że pokochałam ją  od pierwszego przeczytania wypowiedzianych przez nią słów. Pomimo swojej przypadłości, była bardzo inteligentna, potrafiła niejednemu sprzedać ciętą ripostę.

Niewiarygodnym dla mnie okazało się przyrównywanie łamliwości kości do sytuacji życiowych. W końcu temu zjawisku ulegają przysięgi, obietnice, plany, serce…

Książka miejscami uderza w sedno:

Nie musisz mówić „Kocham cię”, żeby powiedzieć, że kochasz. Wystarczy, że zawołasz mnie po imieniu i ja to wiem. (…) Kiedy kogoś kochasz, to wymawiasz jego imię zupełnie inaczej. Słychać, że w twoich ustach jest bezpieczne.

Historię swojego życia można napisać od nowa na sto różnych sposobów, ale nic nie zatrze tych kilku pierwszych pociągnięć pędzlem.

A czasem czuć nutkę ironii:

Mieć wybór to zabawna sprawa: zapytaj członków dzikiego plemienia, które od niepamiętnych czasów żywi się larwami i korzonkami, czy są niezadowoleni, a w odpowiedzi doczekasz się tylko wzruszenia ramionami. Ale podaj im befsztyk z polędwicy w sosie truflowym, a później każ z powrotem jeść to, co sami wygrzebią z ziemi- wtedy już nigdy nie zapomną o tamtym wyszukanym posiłku. Kto nie wie, że ma wybór, temu go nie brakuje.

Jestem jak kartka do origami. Złożę się na pół, potem znów na pół i znów, aż w końcu zmienię się w kogoś zupełnie innego

Dawno nie czytałam Kruchej jak lód. Ale gdy tylko o niej pomyślę, przychodzi mi do głowy scena, gdy główna bohaterka wybrała się do Disneylandu. To właśnie tam potknęła się o papierek, który miała dołączony do zamówionych, kręconych lodów. Dosłownie się połamała.

Czy czasem nie jest tak z życiem? Jeden mały ruch i wszystko może runąć. Możesz się złamać wpół.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s