Stan zapalny – czyli alarm organizmu

Od jakiegoś roku organizm mówi mi, że jest coś nie tak. Zaczęło się niewinnie – od przeziębienia. To z kolei przerodziło się w zapalenie ucha, a potem (jak już w końcu się dowiedziałam) w zapalenie zatok.


Od lekarzy do lekarzy…


Praktycznie byłam u wielu specjalistów. Uderzyłam najpierw do pewnej laryngolog, która kazała robić mi płukanki, wdychanki i generalnie chyba myślała, że udaję. Precz z takimi.

Było coraz gorzej.

Po jakimś czasie poszłam do innego laryngologa, który chciał mnie faszerować jakimiś sterydami doustnymi. Dorzucił do tego aerozol do nosa w sprayu. Tak oto zaczęło mi się kręcić w głowie, organizm całkiem zwariował. Byłam całkowicie otumaniona. Stwierdził, iż wszystkie badania wskazują zdrowe zatoki. Tomografię kazał zrobić, a nawet łaskawie płyty z obrazem nie sprawdził. Tacy to są już ci lekarze dwudziestego pierwszego wieku. Posłał mnie do pani neurolog.

Robiło się ciekawie.

Pani neurolog, młoda, zachwyciła mnie swoimi opiniami od pacjentów na stronie internetowej. Zatem wybrałam się na wizytę, myśląc, że mam coś z głową. Albo raczej – w głowie. Wykluczyła wszystkie możliwości i podała diagnozę: napięciowy ból głowy. Tylko gdzie to napięcie? Czemu? Skąd? Na więcej moich pytań nie uzyskałam niestety odpowiedzi, ponieważ pojawił się koronawirus, a lekarka zniknęła bez śladu.

Skoro napięcie, to może do fizjoterapeuty?

I owszem, udałam się do fizjoterapeuty. Coś tam we mnie poprzestawiał, ale ból między oczami i u nasady nosa odczuwałam tak samo mocno. Przez okrągły rok, dzień w dzień. Właściwie to przywykłam już do tego bólu. Zapomniałam jak to jest żyć normalnie, kiedy organizm funkcjonuje tak jak pierwotnie, gdy jest po prostu zdrowy, witalny. Poddałam się i nie miałam po tej wizycie nadziei.

Czas na kolejną panią.

W Internecie znalazłam ciekawą starszą panią laryngolog, do której się udałam niedawno. Antybiotykoterapia nie brzmiała zbyt przyjemnie, kiedy mi to oznajmiła. Jednak poprawiło się co nieco w moim funkcjonowaniu. Choć czasem wciąż czuję ból. Aby rozrzedzić wydzielinę, którą nadal w sobie czuję, dosłownie jak obcego wewnątrz – piję napar z kurkumy, rzuciłam po części mój ukochany nabiał i zamówiłam sobie herbatkę z czarnego bzu.

Mój organizm alarmuje jeszcze głośniej. Chciałabym móc go uciszyć, by w końcu mieć chwilę spokoju do prawdziwego działania.

islandzka plaża i cud, miód ocean

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s