Lustrzany krytyk

Nie będę sprzedawać sposobów na to, jak uciszyć lustrzanego krytyka, ani też jak go zlikwidować na stałe – bo on zaszył się tak mocno w podświadomości, że wydostanie go stamtąd graniczy z cudem.

Na początek zróbmy małe rozeznanie kim jest, skąd się wziął, gdzie przesiaduje całe dnie… Zatem – w psychologii nazywany wewnętrznym krytykiem. Jak nazwa wskazuje, jego miejsce zamieszkania to nasze ciało, a konkretniej – umysł. Tak sobie skacze po wszystkich płatach mózgu i, zdaje się, dobrze bawi. Uciska odpowiednie nerwy i przekazuje swoim toksycznym głosem informacje, przez które mamy tzw. doła. Czasem myślę, że to tworzy aż wielki kanion z tej rozpaczy.

Nawet gdy kroczymy samotnie przez miasto, on nam stale towarzyszy. Potrafi wertować we wspomnieniach i wyciągać te najgorsze. Normalne funkcjonowanie staje się często zaburzone. Bo kto szedłby wyprostowany przez tłum osób, słysząc skażonym szeptem: ty idiotko, jesteś za gruba, za brzydka, bez wartości, zbyt głupia.

Największym naszym wrogiem często jesteśmy my sami. Próbuję znaleźć recepturę na to, by pozbyć się wewnętrznego krytyka. Dobrym sposobem, póki co, okazuje się miłość bliskich osób. To ona stanowi trutkę, tymczasowe lekarstwo. Innych wciąż poszukuję.

Przeciąg myśli

Charlotte

Czasami bywa tak, że robi się nieco chłodniej. Dość wietrznie od przeciągu myśli. Chciałoby  się znać odpowiedzi na każdy znak zapytania, lewitujący wokół naszej głowy. Zaczynamy szukać  jakiegoś guru, mentora, który łaskawie, gestem otwartej ręki, wskaże co należy zrobić.

Pewnie Freud lub Bandura (znani psycholodzy) klaskaliby dziś nawet uszami, widząc moje odkrycia. Odpowiedź na nasze wszystkie pytania jest bardzo blisko nas – w pięknie umysłu. Jak się okazuje, liczenie do dziesięciu wcale nic nie daje. Liczenie na siebie już bardziej.

Jeśli dudni ci w  głowie, słyszysz wciąż tylko jakiś trzask w środku, może to oznaczać tylko jedno – każda myśl wchodzi i wychodzi kiedy chce. Zwłaszcza jak trzeba podjąć jakąś decyzję. Wpadłam zatem na genialne triki  (bo chyba to teraz takie popularne), które pomagają zamknąć te trzaskające drzwiczki w umyśle.

1. Wizualizacja – kiedyś się z tego śmiałam, słowo  daję. Dziś często wyobrażam sobie to, czego bym chciała. Podświadomość ze mną współgra, bo część z tego się sprawdziła. No, poza willą na przedmieściach, białym Fordem Mustangiem z sześćdziesiątego czwartego i bonem na wieczne podróże. Żart. Ale wyobrażenie przynosi spełnienie.

2. Słowa – piękna sprawa. Kocham nimi operować. Czasem jednak to one się mną zajmują. Może to nie żadna mantra, ale powtarzam sobie często te, które zaserwowała mi ważna osoba: Zawsze znajdzie się lepsza okazja. Po to doświadczamy tych gorszych, ponieważ po nich na pewno będzie coś lepszego.

3. Sen – obojętnie na jaką stronę o tematyce psychologicznej czy dietetycznej nie wejdziemy, to zawsze gdzieś znajdzie się ten piękny, trzyliterowy wyraz. Jedna sylaba, a potrafi tak wiele zmienić. Po prostu człowiek wyspany to człowiek zmotywowany, zrelaksowany. Sen to prawdziwie ukojenie ciała.

Wizualizuj, słuchaj i śnij. Wykreujesz piękne życie i się nie przeziębisz od przeciągu myśli.