Lustrzany krytyk

Nie będę sprzedawać sposobów na to, jak uciszyć lustrzanego krytyka, ani też jak go zlikwidować na stałe – bo on zaszył się tak mocno w podświadomości, że wydostanie go stamtąd graniczy z cudem.

Na początek zróbmy małe rozeznanie kim jest, skąd się wziął, gdzie przesiaduje całe dnie… Zatem – w psychologii nazywany wewnętrznym krytykiem. Jak nazwa wskazuje, jego miejsce zamieszkania to nasze ciało, a konkretniej – umysł. Tak sobie skacze po wszystkich płatach mózgu i, zdaje się, dobrze bawi. Uciska odpowiednie nerwy i przekazuje swoim toksycznym głosem informacje, przez które mamy tzw. doła. Czasem myślę, że to tworzy aż wielki kanion z tej rozpaczy.

Nawet gdy kroczymy samotnie przez miasto, on nam stale towarzyszy. Potrafi wertować we wspomnieniach i wyciągać te najgorsze. Normalne funkcjonowanie staje się często zaburzone. Bo kto szedłby wyprostowany przez tłum osób, słysząc skażonym szeptem: ty idiotko, jesteś za gruba, za brzydka, bez wartości, zbyt głupia.

Największym naszym wrogiem często jesteśmy my sami. Próbuję znaleźć recepturę na to, by pozbyć się wewnętrznego krytyka. Dobrym sposobem, póki co, okazuje się miłość bliskich osób. To ona stanowi trutkę, tymczasowe lekarstwo. Innych wciąż poszukuję.